Orginał:
2005-07-15 “Sekta żywych łacinników” Katarzyna Kobylecka rozmawia o żywej łacinie z Cecylie Koch, Beatą Spieralską i Stanisławem Tekielim.
Adres: http://www.polskieradio.pl/krajiswiat/archiwum/TematTygodnia/art.aspx?aid=413&s=TematTygodnia
Idą wakacje, normalni ludzie wybierają się nad morze czy w góry. Jest jednak pewien krnąbrny ludek, który porzuca wówczas swe rodziny i poświęca urlop na to, by w jakimś opactwie czy zameczku, z wyznawcami tej samej herezji oddawać się umiłowanemu im misterium – mówieniu po łacinie.
TEKST: STANISŁAW TEKIELI
ILUSTRACJA: PIOTR PIOTROWSKIRzecz ma swe korzenie w roku 1952, kiedy dominacja angielszczyzny w sferze komunikacji międzynarodowej nie wszystkim wydawała się jeszcze przesądzona. Jean Capelle, rektor uniwersytetu w Nancy, a wcześniej kurator oświaty we francuskiej Afryce Zachodniej, wpadł na szalony (choć dla niego jedyny logiczny) pomysł: skoro Europa się jednoczy, to potrzebny jej będzie wspólny język, a takim może być tylko łacina. W końcu któryż z języków jest bardziej europejski od niej, a jednocześnie tak neutralny?
Capelle nie był bynajmniej filologiem klasycznym (doktoryzował się w naukach ścisłych), były to jednak jeszcze czasy, kiedy praktycznie każdy, kto w którymkolwiek z państw europejskich zdał maturę, musiał mieć niezłą znajomość czytania tekstów rzymskich, a nierzadko i greckich. Problem w tym, że językami tymi już od dłuższego czasu nie mówiono, a jeśli – to dla żartu, w formie wprawki szkolnej czy przy liturgii w kościele katolickim. Capelle postanowił zatem całą Europę nauczyć mówić w języku Cycerona. Na rok 1956 wyznaczył w Awinionie kongres ponad 200 naukowców różnych dyscyplin i osób publicznych z 22 europejskich państw, w tym również z bloku wschodniego. Szacowne gremium miało opracować zasady „ożywienia łaciny”, by potem z gotowym programem uderzyć do swoich rządów, w nadziei na zrozumienie i wsparcie.
Ruch żywej łaciny
Inicjatywa Capellego zakończyła się z jednej strony środowiskowym sukcesem, gdyż powstała „sekta” osób przekonanych o konieczności powrotu do łaciny, z drugiej zaś polityczną klęską, bo na apel z Awinionu nie odpowiedział żaden z rządów państw. „Żywi łacinnicy” postanowili się nie poddawać i spotykać na podobnych kongresach co 4-5 lat. Do tej pory miało miejsce 12 takich sympozjów, ostatnie w roku 2002 w Madrycie. Dwa poprzednie odbyły się w senegalskim Dakarze, ponieważ tamtejszy prezydent Léopold Sédar Senghor był wielkim miłośnikiem antyku, oraz w Helsinkach, gdzie zdołano nawet pozyskać subwencje miejscowych władz.
W roku 1965 do ruchu żywej łaciny przystąpił skłócony z hierarchią zakonną niemiecki ksiądz-benedyktyn Caelestis Eichenseer, który w tym samym roku założył wydawane po łacinie czasopismo „Vox Latina”, mające traktować tak o antyku jak i o życiu współczesnym. Pismo wydawane początkowo metodą niemalże powielaczową, za pieniądze przekonanego przez Eichenseera do idei bawarskiego aptekarza, w 1984 roku stało się regularnym, około 150-stronicowym kwartalnikiem. W tym samym roku wydawnictwu przybyła konkurencja w postaci belgijskiego dwumiesięcznika „Melissa”. Oba periodyki wychodzą do dziś – „Vox Latina” wydała niedawno jubileuszowy 150 numer, „Melissa” natomiast ukazała się już 125 razy. Tematyka najróżniejsza: relacje z podróży na Bliski Wschód i do Kambodży, wspomnienie o Albercie Einsteinie czy ciągnięta przez kilka niedawnych numerów „Melissy” historia sterowców.
Język Owidiusza na obozie
W roku 1973 ojciec Eichenseer dokonał kolejnego przełomu w świecie vivae Latinitatis: zorganizował w Bawarii pierwszy w historii łaciński obóz językowy. Eksperyment powiódł się nad podziw – od ponad 30 lat obozy, seminaria i konwentykle odbywają się rokrocznie, w rekordowych latach 1999-2003 w niemal 20 miejscach, głównie w Europie i USA.
Bardzo pomógł odradzaniu łaciny wynalazek Internetu – rozproszeni po całym świecie „żywi łacinnicy” zaczęli ze sobą regularnie rozmawiać, dzięki np. „polskiej” liście dyskusyjnej, czy też czytać (a ostatnio także słuchać) treść cotygodniowych krótkich wiadomości fińskiego radia publicznego, które od 12 lat co tydzień oddaje na 5 minut swoje pasmo łacinie. Profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego Dana Sutton stworzył w Internecie archiwum tekstów neołacińskich, w której znajduje się już ponad 10 tys. pozycji. Swoistym internetowym uznaniem dla łaciny było stworzenie przez wyszukiwarkę Google wersji łacińskojęzycznej.
OBOZY I ŁACIŃSKIE SZKOŁY JĘZYKOWE AD 2005
- Letnia szkoła łaciny żywej Instytutu Filologii Klasycznej UAM, prowadzona przez niemiecką „misjonarkę” Latinitatis vivae Cecilie Koch, władającą łaciną w takim samym stopniu jak ojczystym niemieckim, Poznań, 1-12 sierpnia, kontakt: bruds@amu.edu.pl.
- Symposium Sallentinum belgijskiej fundacji Melissa, 24-31 lipca, Mélito di Porto Salvo (na samiutkim czubku włoskiego buta), temat wiodący: De rationibus inter Occidentem et Orientem, a decimo saeculo usque ad duodevicesimum saeculum (Stosunki wschód-zachód w wiekach X-XVIII), kontakt: g.licoppe@skynet.be.
- Seminarium związanej z ruchem lefebrystów organizacji Amicitia Catholica pro Latinitate, 24-30 lipca, okolice Kolonii (Niemcy), kontakt: dominique.viain@wanadoo.fr,
- Feriae Latinae, 28 lipca-4 sierpnia, opactwo św. Michała w Frigolet koło Awinionu (Francja), kontakt: marie-antoinette.avich@wanadoo.fr.
- Seminarium Societatis Latinae (I), prowadzone przez twórcę idei łacińskich obozów językowych, Caelestisa Eichenseera, 24-30 lipca, Morsach (Szwajcaria), Seminarium Societatis Latinae (II), również pod przewodnictwem ojca Eichenseera, 7-13 sierpnia, opactwo benedyktynów w Martelange (Belgia), kontakt do seminarium Societatis Latinae (I) i (II): s.albert@rz.uni-saar.
- Septimana Amoeneburgensis, corocznie organizowana pod hasłem: Latine loqui, Romane coquere! (Mów po łacinie, gotuj jak Rzymianie! – uczestnicy gotują potrawy według antycznych przepisów), 24-30 lipca, Amoeneburg koło Marburga (Niemcy),
- Latinitas Aestiva, organizowana przez łacińską „międzynarodówkę” (Academia Latinitati Fovendae), 25-28 lipca, La Grania de San Ildefonso koło Segowii (Hiszpania).
- Conventiculum Lexintonianum, organizowane przez jednego z najbieglej mówiących po łacinie ziemian, prof. Terency’ego Tunberga, 29 lipca-6 sierpnia, Lexington, stan Kentucky (USA), kontakt: clatot@pop.uky.edu.
- Conventiculum Rusticum, 24-29 czerwca, gdzieś na odludziu, w lasach borealnych stanu Waszyngton (USA), udane połączenie turystyki górskiej z reanimacją łaciny.
- W bardziej „miękkiej” formie proponuje nauczanie łaciny ojciec Reginald Foster (od 30 lat tłumaczący papieską korespondencję i dokumenty kościelne na łacinę) – prowadzi on w Rzymie 8-tygodniowy letni kurs łaciny, wspierając się czasem angielskim (wymaga jednak od uczestników wcześniejszego skończenia odpowiednika co najmniej dwuletniego studenckiego lektoratu, rzecz nie jest więc dla początkujących). W weekendy uczestnicy kursu Fostera zwiedzają zabytki w Rzymie i poza nim. Kontakt (tylko listowny): P. Reginald Foster OCD, Teresianum, Piazza San Pancrazio 5A, I-00152 Roma.
Wszędzie informacji na temat kosztów itp. można zasięgać także w podstawowych językach „barbarzyńskich”.
W ruchu żywej łaciny uczestniczą też Polacy. Aktywne używanie języka Cycerona propagowali nieżyjący już profesorowie Kazimierz Kumaniecki i Lidia Winniczuk. Ta ostatnia zasiała też przed 20 laty ziarnko tej choroby w głowie niżej podpisanego, z trudem przechodzącego (właśnie przez łacinę!) do następnej klasy ucznia liceum, który dopiero na końcu podręcznika pióra pani Profesor (Łacina bez pomocy Orbiliusza, bez dwóch zdań najlepszy z polskich podręczników do tego języka) odkrył kilka przykładowych Jej tekstów, traktujących o życiu współczesnym, w tym o lotach kosmicznych (Aetas cosmica).
W połowie lat 90. polscy studenci filologii klasycznej zaczęli się pojawiać na organizowanych wówczas za miedzą (Praga, Brno) obozach językowych niemieckiego Stowarzyszenia ds. Promocji Żywej Łaciny L.V.P.A. (litery od-łacińskiego skrótu nie przypadkowo układają się w słowo „wilczyca”, karmicielka Remusa i Romulusa, patronka Rzymu). We współpracy z Uniwersytetem Opolskim trzy kolejne seminaria letnie zorganizowano w zamku biskupim w Kamieniu Śląskim. Za każdym razem ściągały one grubo ponad 50 uczestników. I dziś L.V.P.A. kontynuuje swój „Drang nach Osten” gdyż ostatni obóz językowy odbył się w zeszłym roku w Belgradzie, kolejny planowany jest w Pradze.
Gadać byle co, ale po łacinie
Konrad Kokoszkiewicz – entuzjasta żywej łaciny, a jednocześnie „magik komputerowy” (napisał m.in. angielsko-łaciński słownik terminów komputerowych, przetłumaczył też na łacinę jedną część Muminków Tove Jansson), założył w 1996 roku internetową listę dyskusyjną o nazwie Grex Latine Loquentium (Klub Mówiących po Łacinie). Jej jedyną regułą jest „o wszystkim, byle po łacinie”, a za używanie innych języków się wylatuje. Sprawę wypatrzył i opisał „New York Times” i lista stała się szybko prawdziwie światowa. Istnieje ona do dziś, liczy około 250 użytkowników, w tym z tak „nie-klasycznych” krajów jak Kenia czy Japonia. Codziennie generowanych jest na niej w języku starożytnych Rzymian mniej więcej tuzin listów.
W roku 2002 z inicjatywy Lecha Bobiatyńskiego, bibliotekarza filologii klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego, powstało w stolicy koło łaciny żywej, czyli Circulus Latinus Varsoviensis, które jest bodaj najaktywniej działającym tego rodzaju klubem na świecie (spotkania co tydzień, w soboty). W kwietniu 2004 roku Paweł Dunin-Wąsowicz zakładając miesięcznik „Lampa” zdecydował się umieszczać na jej ostatniej stronie streszczenie numeru po łacinie. Łacińskie summarium ukazuje się w „Lampie” do dziś i ma co najmniej jednego czytelnika – pochwalił je w „Tygodniku Powszechnym” Stanisław Lem. Również w stołecznym polskim grodzie przed rokiem powstał jedyny jak dotąd na świecie tygodnik pisany po łacinie – „Ephemeris”. Ukazuje się on co niedziela w Internecie, choć przed kilkoma miesiącami redakcję przeniesiono do… Barcelony. Tymczasem od maja tego roku prof. Mikołaj Szymański, znany m.in. z tego, iż doskonale rapuje w języku Cycerona, króciutko streszcza po łacinie program „Książki lepsze” na kanale TVP Kultura.
Klucz do duszy języka
Każdy zapewne z „żywych łacinników” zadaje sobie co pewien czas pytanie, jaki to wszystko ma sens, czy nie jest to aby zabawa w starożytnych Rzymian (wielu przybiera sobie rzymskie imiona i nazwiska, niekiedy też tytuły), rzecz w sumie niewinna, ale pozbawiona głębszego sensu, że przecież można łacinę studiować, ale po co zaraz w niej mówić… W odpowiedzi usłyszeć można, że to język korzeni Europy i całego świata zachodniego, do niedawna w sumie – jeśli patrzeć z perspektywy dwóch i pół tysiąca lat europejskiej historii – będący podstawowym językiem komunikacji pomiędzy dworami, politykami, ludźmi kultury, podróżnikami i duchownymi, że pozwalając umrzeć łacinie gubimy jakąś część własnej tożsamości, jak i wiele podobnie brzmiących górnolotnych myśli. Mnie najbardziej jednak przypadła do gustu odpowiedź na podobne wątpliwości jednej z osób udzielających się na forum wspomnianej internetowej listy dyskusyjnej: To proste – w tym języku napisano zbyt dużo dobrych książek, których nie mogę nie przeczytać. A żeby je jak najlepiej zrozumieć, muszę wniknąć w duszę tego języka. A kiedy już tam przeniknę, słowa same ze mnie wychodzą. Po łacinie oczywiście.
Stanisław Tekieli