Oryginał:
Małgorzata Kaczmar, Wykształciuch kontra humanista, czyli rzecz o łacinie, “Żak” (grudzień 2007)
adres: http://www.zak.pwr.wroc.pl/index.php?id=1&s=a37
Wykształciuch kontra humanista, czyli rzecz o łacinie
(grudzień 2007)
Detektyw Mock, bohater kryminałów Marka Krajewskiego, zwykł mawiać, że wykształcony człowiek bez podstawowej chociażby znajomości łaciny nie różni się niczym od woźnicy. Wiele w tym racji, choć czasy świetności Kriminaldirektora od współczesnych dzieli prawie 100 lat.
Obecnie języka używanego w antycznym Rzymie uczą się tylko studenci medycyny, farmacji i filologii. I to z przyczyn czysto praktycznych. Język Juliusza Cezara zniknął z gimnazjów i liceów, mało go w konwersacyjnej polszczyźnie, chyba, że mówimy o łacinie trotuarowej.
Tym bardziej może dziwić popularność dwóch łacińskich wyrażeń, które w języku polskim obecne są od ponad millenium – “nota bene” i “post scriptum”. W dobie kultury MTV, piosenek w formacie mp3, ery czatów i komunikatorów internetowych, gdy wszyscy wydają się przykrywać gramatyczną i ortograficzną ignorancję dyslekcją i dysortografią, frazy te wciąż nie tracą popularności.
“Nota bene” czy “By the way”?
Wyrażenie “nota bene” oznacza “zauważ dobrze (że); (przy czym) zwróć uwagę na to (że); do tego, w dodatku, nawiasem mówiąc; a propos”1 i jest używane w tym samy znaczeniu co polskie “na marginesie” lub coraz popularniejsze w Polsce angielskie “by the way”. Używa się go w sytuacjach, gdy nagle zmieniamy temat konwersacji; gdy rozmowa niespodziewanie przechodzi na zupełnie inne tory, gdy wtrącamy coś, co nam się akurat przypomni, a nie ma żadnego związku z tematem, na który mówiliśmy wcześniej.
O popularności “nota bene” świadczy ilość firm zarejestrowanych pod tą nazwą. Oprócz popularnej w Polsce sieci księgarni (warto jednak zwrócić uwagę na ewolucję pisowni z “nota bene” na “notabene”2), łacińską frazę przywłaszczyło sobie kilka innych polskich przedsiębiorstw i kilkanaście międzynaradowych.
Słownik Władysława Kopalińskiego następująco tłumaczy wyrażenie post scriptum: “dopisek do listu, artykułu itp., Etym. – n.łac. ‘jw.’ z łac. r.nij. od postscriptus p.p. od postscribere ‘podpisać pod, przy (czym)”3. W przeciwieństwie do “nota bene” mówiący językami europejskimi nie wymyślili do tej pory synonimu do “post scriptum”. Być może dlatego, że fraza ta jest najczęściej używana w formie bardzo ekonomicznego skrótowca “PS”. Warto zwrócić uwagę, że po łacinie w skrócie od “post scriptum” po każdej literze stawia się kropki (”P.S.”), po polsku zaś nie (”PS”)4.
Wyrazy nieśmiertelne
Skąd bierze się ta nieustająca od ponad dwóch tysiącleci popularność wyrażeń “nota bene” i “post scriptum”, pochodzących z języka, który wyginął w końcu w swojej naturalnej formie? Po pierwsze, z powodu łatwości wymowy. Frazy te bowiem łatwo przyswoi sobie nawet użytkownik o przeciętnych kompetencjach językowych. Po drugie, z powodu wszechobecności w mediach. Wyrażeń “post scriptum” i “nota bene” używają dziennikarze, prezenterzy telewizyjni i udzielający wywiadów bohaterowie okładek kolorowych magazynów. Używają ich w swoich piosenkach raperzy Pezet, Łona i Eldo, zdarzyło się to nawet znanej z dość ograniczonego słownictwa Dodzie. Po trzecie, paradoksalnie, dlatego, że łacińskie wyrażenia brzmią obco i egzotycznie. Używają ich ci, którzy chcą się pochwalić swoją erudycją, zyskać szacunek. Zdanie, w które wplecie się “nota bene” brzmi przecież dużo bardziej poważniej niż to, które okrasimy “na marginesie”. Po czwarte, istnieje grupa ludzi, która używa wyrażeń pochodzących z ojczystego języka Cycerona bez świadomości ich znaczenia.
To paradoksalne, ale i piękne, że wyrażenia “post scriptum” i “nota bene” przeżyły okres zaborów, wojen światowych, szarości PRL-u, a przede wszystkim szkolnej dyktatury Romana Giertycha. Przeżyły czasy, gdy moja ośmioletnia kuzynka na pytanie “Rozumiesz?”, odpowiada “Kumam”, a na “Jak ci się podoba?” – “Jaram się opór” lub “Mam zajawę maks”. Widać są wyrazy nieśmiertelne. Uniwersalne. Tkwi w nich jakaś niesamowita siła.
Sapere aude!
Małgorzata Kaczmar